fotopodróże
  GŁÓWNA
  HOME  
  GALERIA
  GALLERY  
  PODRÓŻE
    TRAVEL  
  PUBLIKACJE
    PUBLICATIONS  
  NOWOŚCI
    WHAT's NEW  
  O NAS
    ABOUT US  
  LINKI
    LINKS  
  KONTAKT
  CONTACT  


Malta MALTA M

Włochy Italy Włochy I

Francja France Francja FR

Gruzja Georgia Gruzja GEO

Turcja Turkey Turcja TR

Słowacja Slovakia Słowacja SK

Islandia Iceland Islandia IS

Wyspy Owcze Faroe Islands Wyspy Owcze FO

Grenlandia Greenland Grenlandia GL

Portugalia Portugalia P

Hiszpania Spain Hiszpania ES

Gibraltar Gibraltar

Maroko Morocco Maroko MA

Monako Monaco Monako MC

Finlandia
Finland Finlandia FI

Norwegia Norway Norwegia NO

Dania Denmark Dania DK

Estonia Estonia EE

Łotwa Latvia Łotwa LV

Litwa Lithuania LitwaLT

Wielka
Brytania Great Britain Wlk. Brytania GB

Szwecja Sweden Szwecja SE

Belgia
Belgium Belgia BE

Chorwacja
Croatia Chorwacja HR

CHORWACJA
Croatia

Galeria zdjęć 1998 / Gallery - 1998

Not avilable in English.

Termin: wrzesień 1998r.

To, czy pojedziemy do Chorwacji było do samego końca sprawą niepewną. Nie mogliśmy się zdecydować czy chcemy Chorwację czy Włochy. Obydwa warianty były gotowe i dzień przed wyjazdem zostało nam już tylko wymienić gotówkę. Pozostał dylemat - na jaką. W podjęciu decyzji zdaliśmy się na ślepy los i rzuciliśmy monetą. I tak oto w tym roku zwyciężyła Chowacja, czego absolutnie nie żałowaliśmy. Wyjazd nie był może specjalnie długi, ale za to niezapomniany. A oto trasa, jaką przebyliśmy:

Dzień 1.
Cały spędzony w drodze. Przez Budapeszt jedynie przejechaliśmy, obiecując sobie zwiedzić to miasto innym razem. Późnym wieczorem znaleźliśmy się na chorwackiej granicy.

Dzień 2.
Poranek w Zagrzebiu powitał nas ulewnym deszczem. Do dziś nie wiem dlaczego, ale to miasto nas nie polubiło. Nie dało się zwiedzić. Uciekając przed deszczem pojechaliśmy w kierunku wybrzeża. I w ten sposób wieczorem znaleźlismy się pod Rijeką.

Dzień 3.
Prawie cały dzień w Rijece. Spacer po mieście, porcie, zajrzeliśmy na targ rybny i do klasztoru Franciszkanów oraz do zamku Trsat, wznoszącego się nad zatoką.
Wieczór spędzilismy w kolejnej, dużo mniejszej miejscowości nadmorskiej - Opatii.

Dzień 4.
Pulę zaczęliśmy zwiedzać od wspaniałego amfiteatru, pozostawionego tu przez Rzymian. Dość dobrze zachowane mury do dziś dnia goszczą tłumy widzów podczas letnich spektakli. Uzupełnieniem amfiteatru między innymi było muzeum archeologiczne, łuk tryumfalny Sergiusza, świątynia Oktawiana Augusta oraz pochodząca już z nieco innych czasów cytadela wenecka. Nie dało się też ominąć portu, pełnego jachtów i mew.

Dzień 5.
W Fazane nie spędziliśmy zbyt wiele czasu - ot tyle tylko, żeby wsiąść na pokład statku i popłynąć na pobliską Brijuni. Zwiedzanie niestety z przewodnikiem - czyli tempo ekspresowe i tylko tam, dokąd prowadzi ustalona trasa. A prowadziła między innymi do muzeum, do ruin rzymskiej willi. Dawną siedzibę Tito można było zobaczyć jedynie z dala i to tylko te fragmenty, które wystawały ponad koronami drzew. Przez wyspę przejechaliśmy specjalną kolejką i z dala obserwowaliśmy atrakcje przewidziane jedynie dla turystów nocujących w ekskluzywmym hotelu na wyspie.
Po powrocie na tzw. stały ląd pojechaliśmy do Rovinij, gdzie błąkając się po wąskich uliczkach miasta spędziliśmy resztę dnia.

Dzień 6.
Jeszcze poprzedniego dnia wieczorem stwierdziliśmy, że jesteśmy wystarczająco blisko Włoch, by je odwiedzić. Z tego też powodu ranek przywitał nas w Trieście.
Już przez kilka dni zdążyliśmy się przyzwyczaić do małych miejscowości i choć pełnych turystów, to jednak spokojnych. Tu to olbrzymie miasto przyprawiło nas o ból głowy. Odetchnęliśmy dopiero poza centrum - w murach i ogrodach zamku Miramare.
Nie ominęliśmy też w Trieście wzgórza San Giusto z ruinami rzymskiego forum, czy amfiteatru - w porównaniu z tym w Puli dość marnego.

Dzień 7.
W drodze powrotnej do Chorwacji ścięliśmy półwysep Istria i pojechaliśmy najkrótszą drogą na wyspę Krk. Na wyspie za cel swego pobytu wybraliśmy miejscowość Baska. Chociaż słońce świeciło, to wiał silny i nie najcieplejszy wiatr. Plażowanie więc odpadało. Wybraliśmy się na spacer w górki okalające miasteczko i zatokę. I tak nam zszedł dzień.

Dzień 8.
Drugi dzień naszego pobytu w Basce to już pełnia słońca, plaża, kąpiele w morzu.

Dzień 9.
Dzień spędziliśmy w drodze zatrzymując się co jakiś czas, a to nad morzem,a to w jakiejś miejscowości. Między innymi odbyliśmy spacer po Sybeniku, w którym zakończyliśmy dzień.

Dzień 10.
Samochód stanął na parkingu jeszcze przed otwarciem kas przy Parku Narodowym Krka. Ten dzień prawie cały spędziliśmy wędrując wzdłuż rzeki Krka i podziwiając wpsaniałe kaskady wody spływającej kolejnymi progami.
Popołudniu znów znaleźliśmy się w objęciach cywilizacji, tyle tylko, że średniowiecznej (no, prawie) - to Trogir.

Dzień 11.
Rankiem Z Drvenika popłynęliśmy promem na wyspę Hvar i pojechaliśmy do miasteczka Hvar. Od razu skorzystaliśmy z pogody i większość dnia spędziliśmy na plażowaniu.

Dzień 12.
Trochę się poplątaliśmy po mieście, zajrzeliśmy do starego (podobno najstarszego w Europie) Teatru Miejskiego. Byliśmy w klasztorze Dominikanów i wspięliśmy się do weneckiej twierdzy. Pospacerowaliśmy po parku. I znów wylądowaliśmy na plaży.

Dzień 13.
Trzeciego dnia w Hvarze wypożyczyliśmy kajak i raźno wiosłując popłynęliśmy na pobliskie wysepki. Jedna zalesiona, druga naga, kamienista.
Popołudniu zebraliśmy się w powrotną drogę do promu, po drodze zaglądajac do średniowiecznej wioski - skansenu. Wszystkie chaty w niej nie tylko ściany miały z kamienia, ale też dachy były z kamiennych płytek.

Dzień 14.
Pierwszy dzień w Dubrowniku spędziliśmy kręcąc się po starówce i po murach miejskich. Zajrzeliśmy do kilku muzeów, starego portu, Nie mogliśmy wyjść z podziwu, jak pieknym miastem jest Stary Dubrownik.

Dzień 15.
Drugiego dnia wspięliśmy się na szczyt górującego nad Dubrownikiem wzgórza Srd. Wciąż tkwiła tam zburzona w czasie zamieszek wojennych stacja kolejki linowej, którą niegdyś można było wjechać na górę z centrum miasta.
Zajrzeliśmy także do leżącego poza Starówką Fortu Lovrjenac.

Dzień 16.
Tym razem zajrzeliśmy do Splitu. Z daleka miasto nie wygląda zbyt zachęcająco, ale starówka naprawdę warta jest zobaczenia. Prawdziwą perłą jest tam Pałac Dioklecjana i to zarówno część nadziemna, jak i ta wciąż pozostająca pod pozierzchnią ziemi.
Tego samego dnia zajrzeliśmy także do pobliskiego Solinu. Tym, co nas tam ściągnęło były ruiny rzymskiego miasta - Soli.
Odjechaliśmy od wybrzeża kierując się w głąb kraju, powoli wracając do domu. Noc spędziliśmy już w Plitvicach.

Dzień 17.
W nocy padało, ale dzień wstał już pogodny, choć jeszcze delikatnie zachmurzony. Cały przeznaczyliśmy na zwiedzanie Parku Narodowego Plitvickie Jezera. Podczas naszej wędrówki od jeziora do jeziora, rejsu statkiem przez największe z nich, towarzyszyło nam wyglądające zza obłoków słońce. Zbliżał się koniec września i drzewa zaczynały czerwienić się i złocić, na ciemną powierzchnię wody opadały już liście. Nie wiem, czy w pełni lata, monotonnego w swej zieleni tak bardzo by nam się tam podobało. Aż żal było nam opuszczać Jeziora.

Dzień 18.
To już ostani dzień naszych wakacji. Mając nadzieję, że jednak zwiedzimy Zagrzeb ponownie zatrzymaliśmy się w tym mieście. Niedługo po opuszczeniu samochodu znów się rozpadało. Jednak Zagrzeb nas nie chciał. Poddaliśmy się więc i skierowaliśmy auto w kierunku Polski, do domu.

Kontakt: aleksandra.cebo@wp.pl, jpielgrzym@wp.pl

Copyrigth © Aleksandra Cebo